Menu

Antykwariat Kwadryga

Blog o antykwariacie i wszystkim, co jest z nim związane.

Wilcza 1944

margala
(...)   
- Koniec się zbliża - powiedziałem - spotkajmy go razem, jako małżeństwo.
    Ślub odbył się 7 września, późnym popołudniem w kaplicy Przytulisko na Wilczej 9, o kilka kroków od Ericssona. Kwatera kapelanów AK mieściła się na Skorupki. Księżom wypełniały czas pogrzeby i przygotowywanie umierających na śmierć. Ale trafiały się także i śluby. Młody ksiądz był sceptyczny, miał nieufny stosunek do improwizowanych w czasie Powstania małżeństw. Poskutkowało, kiedy powiedziałem, że wróciłem z Londynu i pokazałem wąziutkie pasemko papieru, które "Greta" na wyjezdnym do Anglii zaszyła w kapeluszu.
    Było tam napisane, że "będzie na mnie czekała".
    Dwie obrączki miedziane zdobyła "Greta" za puszkę konserw z lotniczego zrzutu. Gdzieś na podwórzu domu na Wilczej na balkonie trzeciego piętra, spostrzegłem kwitnące petunie. Mieszkanie było zamknięte, lokator siedział z innymi w piwnicy. Spojrzał na mnie jak na wariata, kiedy go poprosiłem o te petunie. Wzruszył ramionami, ale dał klucze i pozwolił je zerwać. "Greta" miała więc bukiet kwiatów.
    Wieść o tym, że "skoczek" żeni się z łączniczką rozeszła się piorunem. Kaplica była pełna. Niemcy siedzieli o 300 metrów dalej w Alej ach Ujazdowskich. Szliśmy do ołtarza po podłodze zasłanej potłuczonym szkłem, które łamało się z trzaskiem pod nogami. W oknach kaplicy nie pozostał ani jeden witraż. Ksiądz śpieszył się na pogrzeb i ceremonia nie trwała dłużej niż siedem minut. Delegacja "Chwatów" w osobach dwóch młodziutkich żołnierzy wręczyła "Grecie" wiązankę gladiolusów zerwanych w ogrodach Zakładu Głuchoniemych i Ociemniałych. Na ślubie zjawił się także John Ward, który dał nam w prezencie piękny obrazek Madonny. Prosto z kaplicy poszliśmy na mogiłę "Juli" i tam "Greta" złożyła otrzymane kwiaty.
    Na kwaterze u Ericssona "Wasyl" zgotował małe przyjęcie. Jego młoda żona była córką Pakulskich, właścicieli wielkiego sklepu kolonialnego na rogu Marszałkowskiej i Koszykowej. "Wasyl" zaprodukował z tryumfem butelkę wina ocalałą z piwnicy sklepu Pakulskich, ktoś inny przyniósł jeszcze jedną puszkę angielskich konserw i dwie sardynek. W trzydziestym siódmym dniu Powstania była to nielada uczta weselna. Tego wieczoru mieliśmy ostatni raz mięso w ustach, jeśli nie liczyć dwóch gołębi, zabitych w kilka dni później przez podmuch bomby, która zburzyła narożnik Wilczej i Mokotowskiej. (...)

[Jan Nowak Jeziorański "Kurier z Warszawy"]

© Antykwariat Kwadryga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci