Menu

Antykwariat Kwadryga

Blog o antykwariacie i wszystkim, co jest z nim związane.

Jan Straus o Kwadrydze cz.1

margala
Pierwsza część gawędy pana Jana Strausa o książkach, które za pośrednictwem Antykwariatu Kwadryga, znalazły się w jego bibliotece.


Kwadryga, kiedyś starożytna fura, potem ugrupowanie literackie utworzone przez absolwentów liceum im. Mikołaja Reja, teraz fajny antykwariat przy ulicy Wilczej w Warszawie. Mieli fantazję ci, którzy tak go ochrzcili. Od prawie dziesięciu lat jestem jego bywalcem. Lubię wpaść na Wilczą na pogawędkę, lub by odebrać kupioną na Allegro książkę.  Miła atmosfera i sposób urządzenia lokalu sprawia, że w Kwadrydze czuję się swobodnie, prawie jak w mojej domowej bibliotece. W większości antykwariatów warszawskich jest ciasno, człek zwykle jest odgrodzony od książek jakąś ladą, za którą czyha czujny sprzedawca, i nie  ma gdzie usiąść. Na Wilczej jest inaczej: pośrodku sporej sali stoi wygodny fotel, z którego można sobie popatrzeć spokojnie na książki i młody personel. W moim wieku, gdy często boli kręgosłup, takie rzeczy coraz bardziej się liczą. Książki zbieram już 50 lat, mam dobrą pamięć wzrokową, a że jestem zdecydowanym dalekowidzem, nie muszę nosem ścierać kurzu z półek, by zauważyć, czy stoi na nich coś ciekawego. Na stare lata dobrych znajomych poznaje się po głosie, a nawet po chodzie, ja również i książki poznaję na odległość - po grzbietach. A nawet, jeśli z fotela którąś przegapię, nie martwię się tym zbytnio - na domowych półkach robi się coraz ciaśniej, niech ze zdobyczy cieszą się inni.

 photo straus1_zps6f482c73.jpg

    Lubię Kwadrygę, również dlatego, że prowadzący ten antykwariat: Artur Jastrzębski i Marcin Gałązka, to ludzie młodzi, lubiący swój zawód, ciekawi świata i książek. Toteż gdy wpadam na Wilczą, chętnie słuchają tego, co mam do powiedzenia o nabywanych książkach, a nawet niekiedy zachęcają mnie do dalszego gadulstwa. Pogawędki z nimi też lubię. Dariusz Pawłowski, w swojej pracy, poświęconej aktualnej kondycji dawnej polskiej książki, – niech mi wybaczy brak uszanowania przed swoim nazwiskiem -  sporo miejsca poświęcił antykwariuszom. Niestety, z zarejestrowanych przez niego rozmów wynika, że przyszłość swojego zawodu widzą oni w dość ponurych barwach. Oczywiście nie wszyscy: do zdecydowanych optymistów wśród ankietowanych należeli właściciele  Kwadrygi. Że lubię robić zakupy u ludzi pozytywnie nastawionych do tego co robią, to chyba oczywiste. Miło jest czasem usłyszeć od antykwariusza, że - nauganiawszy się pół życia za książkami - nie zmarnowało się czasu i pieniędzy. Bo przecież wcale to nie jest takie pewne.

    W trakcie ostatniej aukcji Lamusa – w przeciwieństwie do niektórych swoich kolegów właściciele Kwadrygi nie obrażają się na rzeczywistość i chodzą na aukcje do tak zwanej konkurencji –  pan Artur zupełnie niespodziewanie zadał mi pytanie, czy pamiętam książki , które u nich, na Wilczej kupiłem i czy mógłbym coś o nich  napisać. W zamian zaoferował mi książkę, której od dawna szukałem. Propozycja była bardzo kusząca, po zastanowieniu postanowiłem więc ją przyjąć. Po powrocie do domu zacząłem w myślach ustawiać książki kupione w Kwadrydze na jednej półce – należą do różnych działów i są rozrzucone po całym mieszkaniu -  i z tego ustawiania zrodziła się spora i dość nieoczekiwana całość. Tym bardziej postanowiłem ją utrwalić.  Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że pierwszą ważniejszą książkę kupiłem w Kwadrydze za pośrednictwem Allegro. Miało to miejsce w kwietniu 2005 roku. Książką tą były wydane nakładem Edwarda Raczyńskiego, w 1839 roku w Poznaniu, dwutomowe Pamiętniki Albrychta Radziwiłła.

    Na Wilczej bywałem już wcześniej, jeszcze u poprzednika obu obecnych kwadrygantów, ale wizyty te nie wryły mi się widocznie w pamięć, prawdopodobnie nie towarzyszyły im większe zakupy lub jakaś interesująca rozmowa. Na pierwsze wydanie  Pamiętników Albrychta Radziwiłła polowałem jednak już od dawna. Ta bardzo rzadka dziś książka – do 2005 roku nie było jej w handlu przez ponad 20 lat - posłużyła bowiem Sienkiewiczowi jako jedno ze źródeł przy pisaniu Trylogii, a ja wychowałem się na Potopie i na Ogniem i mieczem. To właśnie Trylogii zawdzięczam, że polskie pamiętniki dotyczące XVII wieku zbieram od lat.

    Nad kupnem Albrychta Radziwiłła na Allegro zastanawiałem się jednak dość długo. Przyczyny były dość oczywiste: książka była dość droga, komplet oferowany przez Kwadrygę należał do tak zwanych „składaków” – każdy tom był inaczej oprawny i na dodatek w innym formacie – no i Pamiętniki Albrychta Radziwiłła nie znajdowały się już wówczas na mojej liście najpilniejszych potrzeb. Posiadałem je już bowiem w znakomitym piwowskim wydaniu z 1980 roku. W przeciwieństwie do bardzo skróconej edycji Edwarda Raczyńskiego wydanie to jest kompletne i wyposażone w pełny aparat krytyczny. W końcu jednak namiętności przeważyły – jestem przecież kolekcjonerem, a nie zawodowym historykiem – i wydanie Raczyńskiego kupiłem. Dziś, czytając na wyrywki, sięgam po nie częściej, niż po piwowskie, wydrukowane jest bowiem grubszą czcionką i posiada w tekście ciekawe zakreślenia poprzedniego właściciela, które, o ile zostały wykonane w książkach w kulturalny sposób uwielbiam. Oto jedno z takich zakreśleń:

Już się dzień zbliżał ku nocy, gdy dyploma in favorem Schyzmatyków czytano, które im pozwalają aż do przyszłego sejmu  niektóre kościoły ... pod tą jednak kondycją, jeżeli poseł królewski uprosi na to zezwolenie u papieża. Na potwierdzenie tego przywileju, nie śmieli kanclerza koronnego jako duchownego gabać, przeto podkanclerzego koronnego i mnie usilnie proszono, abyśmy do niego pieczęci przyciśli. Radziłem się ja mojego spowiednika i innych kapłanów, jeżeli to mogę bez naruszenia sumienia uczynić? Na co nim odebrałem rezolucją, zawołany od króla, przymuszony byłem do potwierdzenia tego dyploma. Odpowiedziałem królowi, że tego uczynić nie mogę gdyż mi spowiednik prywatnie skrupuł w tym zadał. Król wiedząc, że mój spowiednik sposobny jest do reperowania zegarków, wyjąwszy swój zegarek rzecze: tego jest rzecz zegarki naprawiać, a nie w tę rzecz się mieszać, które mogą Rzeczypospolitą zamieszać.

Zalecenie to przydałoby się włodarzom polskiego kościoła i dzisiaj. Zostało wydane przez Zygmunta III Wazę, jak wiadomo człeka bardzo religijnego, który jezuitów, poprzedników w zakonie Ojca Świętego, Franciszka I, mocno w Polsce popierał.

    W antykwariatach zmieniają się książki na półkach, zmieniają się i ludzie. Pamiętniki Albrychta Radziwiłła na Allegro sprzedał mi Rafał Lewandowski, poprzednik Marcina Gałązki, w zaprzęgu Kwadrygi i on mi je w antykwariacie wydawał. Pan Rafał, człek obdarzony przez naturę tubalnym głosem i choć młody, z natury trochę sienkiewiczowski „statysta”, dwa razy wytarł starannie okulary, nim sięgnął do szafy po upragnioną przeze mnie książkę. Gdy tak sięgał w czasie, a sięgał powoli, wdaliśmy się w miłą pogawędkę, z której wynikało, że poprzednim właścicielem mojego już Radziwiłła i autorem zakreśleń był znakomity historyk sztuki Władysław Tomkiewicz. Na tę wiadomość „chóry anielskie” rozbrzmiały nad moją, jak nad pana Podbipięty w Ogniem i mieczem głową, bowiem ogromnie sobie cenię monografię prof. Tomkiewicza  poświęconą osobie Jeremiego Wiśniowieckiego. Gdy opuszczałem lokal na Wilczej,  kwietniowy dzień wydawał mi się jeszcze jaśniejszy, niż w chwili gdy do Kwadrygi wchodziłem: pod pachą niosłem dwa tomy Albrychta Radziwiłła, a w pamięci miałem zakodowaną informację, że antykwariat kupił książki po profesorze Tomkiewiczu, a więc, że wkrótce interesujących książek pojawić się może na jego półkach znacznie więcej.  I tak począłem w Kwadrydze regularnie bywać. 

c.d.n.

© Antykwariat Kwadryga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci