Menu

Antykwariat Kwadryga

Blog o antykwariacie i wszystkim, co jest z nim związane.

Jan Straus o Kwadrydze cz.2

margala

Druga część gawędy pana Jana Strausa o książkach, które za pośrednictwem Antykwariatu Kwadryga, znalazły się w jego bibliotece.

Data Unii Lubelskiej – 1569 – Polski z Litwą jest dobrze znana każdemu Polakowi. Mało kto jednak z nas pamięta, że było to usankcjonowanie „małżeństwa” obu narodów po przejściach, kilkakrotnie wcześniej grożących rozwodem, i że akt ten został zawarty przez Litwę pod pewnym  przymusem, dopiero wtedy, gdy witoldowa dziedzina nie była już w stanie sama obronić swych ziem przed Rosją. W wyniku Unii Lubelskiej, z ogromnych obszarów ruskich podbitych niegdyś przez Wielkie Księstwo Litewskie tylko Białoruś pozostawała przy Litwie, cała zaś Ukraina, Podole i Wołyń przechodziły na stałe we władanie Korony. Unia Lubelska była więc aktem rozsądku, nie miłości. Aktem „miłosnym”dla obu narodów była znacznie od niej wcześniejsza, podpisana w 1413 roku, Unia Horodelska. W jej tekście czytamy:

Ponieważ dążymy pobożnym życzeniem do tego, abyśmy spoczęli pod skrzydłami niezmiernej miłości, przeto złączyliśmy,zjednoczyli i brzmieniem niniejszym łączymy, równamy i jednoczymy domy i rody nasze, herby i klejnoty nasze ze szlachtą i bojarami ziem litewskich, którym były nadane, a pismem potwierdzone i umocnione, za naszym wstawiennictwem, wolnoście, przywileje, exempcje i łaski, przez najjaśniejszego pana Władysława, z bożej łaski króla polskiego i t. d. i księcia pana Aleksandra czyli Witolda, wielkiego księcia litewskiego. Z rzeczywistej miłości i braterskiego zjednoczenie dajemy im nasze herby, klejnoty i zawołania, któreśmy od rodziców i przodków naszych otrzymali, aby odtąd i na wieczne czasy mieli oni moc używania, korzystania z nich i posiadania, tak jakoby je od swoich przodków porządkiem urodzenia otrzymali. Obiecujemy w dobrej wierze, słowem naszym stałem i wiernem, pod czcią i przysięgą, nigdy ich, w żadnych przeciwnościach i potrzebach nie opuszczać.


Po czym dalej w tekście Unii podane są rody polskie, które pod swoje herby przyjęły rody litewskie, i odpowiednio rody litewskie, które pod herby polskie wstąpiły. I tak na wieczne czasy połączone zostały:

dom, herb, ród, klejnot i zawołanie szlachetnych Leliwa z domem i rodem szlachetnego Montwida wojewody wileńskiego, następnie herb Zadora z rodem Jawny wojewody trockiego, herb Rawa z rodem Minigajta kasztelana wileńskiego … i t. d., i t. d.


Zawsze chciałem mieć tekst Unii Horodelskiej, darzę ją wielkim sentymentem również ze względu na powstanie styczniowe. Posłużyła bowiem za pretekst do jednej z ważniejszych manifestacji poprzedzających jego wybuch: w 1861 roku, dokładnie w jej rocznicę, zjechali się w Horodle nad Bugiem ziemianie ze wszystkich ziem polskich, by może po raz ostatni w historii wspólnie zamanifestować, rozdartą przez zaborców jedność wszystkich ziem Rzeczypospolitej. Po raz ostatni, bowiem po powstaniu drogi do niepodległości Polaków, Rusinów i Litwinów zaczęły się co raz szybciej rozchodzić. Jakaż była więc moja radość, gdy w parę miesięcy później, w Kwadrydze, na zapytanie, czy nie ma na półkach czegoś po profesorze Tomkiewiczu, Rafał Lewandowski pokazał mi piękny egzemplarz tekstu Unii Horodelskiej. Cena była niewysoka – 800 zł – więc kupiłem.
 photo strauscz2_zpsb8643e04.jpg

   
Osobno pełny tekst Unii Horodelskiej był wydany tylko raz: w 1925 roku.  W notce wydawniczej poprzedzającej to wydanie czytamy:

tekst z pergaminu oryginalnego – będącego własnością książąt Radziwiłłów i wydobytego spod pieczęci w marcu 1924 roku – z zachowaniem pisowni i z rozwiązaniem jedynie skrótów, do litografii odpisał i na kamieniu iluminował Adam Półtawski. Brzmienie łacińskie uzupełnione przekładem polskim według książki Unia Litwy z Polską Żerbiłły Łabuńskiego.


Unia Horodelska w opracowaniu Adama Półtawskiego to jeden z najpiękniejszych polskich druków międzywojnia. Jej tekst w całości został powielony techniką litografii. Całość na kamieniu wyrysował, twórca pierwszej polskiej czcionki i znakomity grafik Adam Półtawski. Jest to również chyba najbarwniejsza polska książka chromo litografowana. Odbito ją, aż z dziewięciu płyt: do odbicia każdego koloru posłużyła bowiem inna  płyta. Najefektowniejsza jest strona tytułowa tekstu Unii i tekst łaciński, ujęty w bogate bordiury. Artysta powplatał w nie znaki rodzin polskich, które pod swoje herby przyjęły rody litewskie.

 photo unia3_zps39059b31.jpg

 photo unia2_zps30f6e94e.jpg

 photo unia5_zps5975b130.jpg
    Książka została wydana w dużym formacie, jako druk par excellence bibliofilski. W jej kolofonie bowiem czytamy:

Odbito w dziewięciu barwach na wykonanym specjalnie do tego wydania czerpanym ręcznie papierze mirkowskim trzysta liczbowanych egzemplarzy w Drukarni i Litografii p. f. „Jan Cotty” (właściciele K. Sztenboch i W. Bogusławski) w Warszawie, nakładem tejże firmy., Odbijał Józefat W. Rzepecki. Ukończono pracę dnia 9 marca 1926 roku.


Egzemplarz, który nabyłem w Kwadrydze nosi numer 88. Zdobi go dodatkowo dedykacja i ekslibris.
 photo unia4_zpsdfe46e05.jpg

Dedykację wypisano po łacinie, a jej tekst brzmi następująco:

In usum Professori Wład, Tomkiewicz dic 23 decembri AD. MCML hic librum cessum est.


Co oznacza, że ta książka 23 grudnia 1950 została przekazana na użytek – podarowana – profesorowi Władysławowi Tomkiewiczowi. Pod dedykacją podpisał się właściciel ekslibrisu, rotmistrz Stanisław Gepner. Gdy w gronie bibliofilów pochwaliłem się moim nabytkiem wyrażając zachwyt, że byli w przedwojennej  Polsce oficerowie, co władali jeszcze klasyczną łaciną, dowiedziałem się, że rotmistrz 20 pułku ułanów Stanisław Gepner to nie byle kto. Był on nie tylko wspaniałym żołnierzem ale i jednym z najlepszych znawców polskiego umundurowania. Był on jednym z organizatorów, a potem dyrektorem Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie i do dziś działającego ogólnopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy.

***

    Porobiła się moda na zbieranie autografów i dedykacji znanych pisarzy. Zjawisko to sprytnie wykorzystują  wydawcy. Najrozmaitszym promocjom książek towarzyszą spotkania z autorami, w czasie których można nabyć dzieło z okolicznościowym, grzecznościowym wpisem: - Szanownemu panu.... Miłej pani Helence... na pamiątkę... z uściśnięciem dłoni. - Otóż moim zdaniem takie grzecznościowe wpisy, zwłaszcza te, składane w ostatnich kilkudziesięciu latach, nawet przez największych pisarzy, są niewiele warte. Moda na nie narodziła się na pamiętnych peerelowskich kiermaszach książki przed Pałacem Kultury i Nauki. Pamiętam jednego ze znanych pisarzy, który w tamtych czasach, na kiermaszach miał przy sobie kajecik z wynotowanymi tytułami swoich utworów, w którym, wydając dedykacje, przy poszczególnych pozycjach stawiał pionowe kreski, a potem je zliczał, prowadząc w ten sposób swoisty ranking popularności swych dzieł. Zajrzałem mu kiedyś przez ramię: w ciągu jednego dnia, czy też dyżuru na stoisku, postawił aż paręset kresek. Autorem tym był Jerzy Putrament. Myślę, że pod koniec życia, na swoich spotkaniach Czesław Miłosz i Wisława Szymborska podpisywali nie mniejsze, niż kiedyś Putrament, ilości książek. Takimi seryjnymi podpisami zalewane są obecnie antykwariaty i aukcje internetowe. W powodzi podobnych podpisów trafiają się jednak również i autografy cenniejsze, często ważkie lub zabawne w treści, składane kolegom pisarzom, lub dedykowane znanym ludziom. Te autografy warto zbierać. W ich sprzedaży wyspecjalizowała się chyba nasza Kwadryga, bo to na jej półkach, co i raz pojawiają się księgozbiory zmarłych luminarzy literatury. Ostatnio w jej podwojach były dostępne spore fragmenty bibliotek Stanisława Zielińskiego i Henryka Berezy.  Smakowitych dedykacji w księgozbiorach obu tych znakomitych krytyków było mnóstwo!

    Z przyczyn czysto finansowych z dedykacji, które przewinęły się przez Kwadrygę, na moje półki trafiła niestety tylko jedna: autorstwa Marii Dąbrowskiej.

 photo dabrowska1_zps72c1f35b.jpg
    Dedykacje Marii Dąbrowskiej są trudne do zdobycia i rzadkie, bo nie pozostawiła ich po sobie zbyt wiele. „Moja”, przeznaczona dla Henryka Józewskiego, została złożona przez pisarkę w dniu 18 grudnia 1959 roku na wydanych przez PIW Szkicach o Conradzie. Henryk Józewski w mieszkaniu autorki Nocy i dni na Polnej po wojnie bywał często, był bowiem bliskim przyjacielem wieloletniego towarzysza życia Marii Dąbrowskiej Stanisława Stempowskiego. 

    Egzemplarz Szkiców o Conradzie Dąbrowska podarowała Józewskiemu „z dawną przyjaźnią”. Pod dedykacją podpisała się po staroświecku, piórem: Marja Dąbrowska, pisząc swoje imię Maria według zasad dawnej ortografii: przez długie jot.
 photo dabrowska2_zpsc2b6d8b7.jpg
Z szacunku dla obdarowanego w tekście książki dokonała odręcznej korekty ważniejszych, nie zauważonych w druku omyłek. Nie ma ich zbyt wiele, ale są istotne. Podpisując książkę na kiermaszu dla przygodnego czytelnika, nie zrobiłaby tego. Typowe ślady lektury wskazują, że egzemplarz Szkiców o Conradzie był przez adresata dedykacji autorki Dzienników wielokrotnie czytany, co w tym przypadku, sprawiło mi sporo przyjemności. Tym bardziej, że sam lubię i Conrada, i Dąbrowskiej szkice o nim.

O Henryku Józewskim, jednym z najbliższych współpracowników Piłsudskiego, a w czasie okupacji twórcy słynnego Biuletynu Informacyjnego wiem wiele i jego postać oraz poglądy są mi bardzo bliskie. W swoim czasie sporo opowiadał mi o nim inny wybitny, zaprzyjaźniony z Henrykiem Józewskim, dobrze znany mi człowiek: twórca Kedywu i członek KOR-u, doktór  Józef Rybicki, u którego, jeszcze za życia, dawny wojewoda wołyński zdeponował swoje, do tej pory niewydane pamiętniki. Doktor Rybicki był jednym z pierwszych moich przewodników po rozległej krainie polskich pamiętników. To jemu zawdzięczam moje obecne zachowanie do pamiętników Maurycego Mochnackiego, których pełny tytuł brzmi: Powstanie narodu polskiego w r. 1830 i 1831.

c.d.n.

© Antykwariat Kwadryga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci