Menu

Antykwariat Kwadryga

Blog o antykwariacie i wszystkim, co jest z nim związane.

Jan Straus o Kwadrydze cz.3

margala
Trzecia część gawędy pana Jana Strausa o książkach, które za pośrednictwem Antykwariatu Kwadryga, znalazły się w jego bibliotece.

Członek obecnego Towarzystwa Bibliofilów Polskich w Warszawie, doktor Józef Rybicki, wielki miłośnik i kolekcjoner pamiętników dotyczących powstania listopadowego, o Powstaniu narodu polskiego w r. 1830 i 1831 Mochnackiego mawiał, że pamiętniki te, obok wspomnień Barzykowskiego i Prądzyńskiego są, jako źródło, dla tego powstania może najważniejsze. Do momentu jednak wznowienia ich w 1984 roku przez PIW, były one poza bibliotekami naukowymi praktycznie niedostępne. Chętnych na nie było bardzo wielu, w antykwariatach pojawiały się bardzo rzadko i były sprzedawane właściwie spod lady. Dla początkującego kolekcjonera, w dodatku nieobdarzonego większą gotówką, była to przeszkoda trudna do pokonania. By zdobyć Powstanie narodu polskiego radziłem więc sobie, jak mogłem. Zacząłem od zbierania pojedynczych tomów pięciotomowego, poznańskiego wydania Dzieł Maurycego Mochnackiego, które ukazało się w1863 roku za zgodą i z upoważnienia matki autora. W jego skład, jako tomy 2 i 3, wchodziły interesujące mnie zapiski dotyczące powstania listopadowego. Wydawcą całości był Jan Konstanty Żupański.

    Początkowo szło mi dobrze, dość szybko skompletowałem cztery tomy wydania Żupańskiego, w dodatku dwa z pięknym wpisem własnościowym Franciszka Szustra, założyciela parku Morskie Oko i właściciela znanego warszawiakom pałacyku. Potem szczęście mnie opuściło i ostatniego, brakującego mi tomu drugiego Powstania narodu polskiego w r. 1830 i 1831 długo nie mogłem się doczekać. Cierpliwość nie jest jednak moją cnotą, więc gdy na początku lat osiemdziesiątych w antykwariacie na Świętokrzyskiej pojawiły się, treścią odpowiadające brakującemu mi tomowi wydania Żupańskiego, dwa ostatnie z czterech tomów pamiętników Mochnackiego we wrocławskiej edycji Zygmunta Schlettera z 1850 roku,  kupiłem je tym chętniej, że były wyjątkowo ładnie oprawne. W ten sposób zdobyłem pełny tekst wspomnień Mochnackiego, co prawda scalony z dwu różnych wydań i składający się z kilku różniących się formatami tomów, ale nareszcie miałem opowieść Mochnackiego o powstaniu listopadowym w komplecie i mogłem ją przeczytać! Byłem wtedy o połowę niż dziś młodszy i radość czytania była wówczas w moim życiu znacznie ważniejsza od pasji kolekcjonerskich. Dzisiaj niestety te ostatnie biorą górę.

    Powstanie narodu polskiego w r. 1830 i 1831 to dwa w jednym: to zarazem wnikliwa historia polityczna rewolucji listopadowej i pamiętnik jednego z ważniejszych animatorów wypadków zaszłych  w Polsce na przełomie1830/31 roku. Wypadków, które zakończyły się detronizacją cara Mikołaja. Wydarzenie to miało miejsce podczas plenarnego posiedzenia sejmu Królestwa Kongresowego. Strony pamiętnika poświęcone detronizacji i opis toczącego się w tym samym czasie za murami sejmu symbolicznego pogrzebu dekabrystów napisane są porywająco. Bo pamiętniki Mochnackiego, to nie tylko historia, to również arcydzieło polskiej literatury. Zaś dla mojego pokolenia lektura słów:

I dokonał swego Jan Ledóchowski, poseł ziemi jędrzejowskiej! Powstawszy bowiem z swego miejsca, wykrzyknął tym silnym, piorunującym głosem, który nigdy swego skutku nie chybiał w izbach, który się rozległ aż po podwoje carskie w Petersburgu, a potem znad Newy całą obiegł Europę: - „to co jest naszych sercach niechaj wyjdzie przez usta nasze - wyrzeknijmy więc razem: nie ma Mikołaja!” Cała izba porwana mocą tego wyrażenia, silniejszego zapewne na razie w obradach, jak w historii, powtórzyła po kilkakroć: nie ma Mikołaja! To byli Polacy. Mikołaj przestał być królem, o godzinie kwadrans na czwartą popołudniu, dnia 25 stycznia 1831 roku, wtedy właśnie kiedy druga w mieście ceremonia,obchód żałobny na cześć Pestela i Rylejewa, pierwszych republikanów sławiańszczyzny, obszedłszy ulice Warszawy do swego kresu się zbliżała, do sali posiedzeń akademickich.

była prawdziwym przeżyciem. Żyliśmy wszak w PRL-u, w kraju niby wolnym, organizmie politycznym jako żywo przypominającym Królestwo Kongresowe. Tak jak w 1830 roku mieliśmy konstytucję, sejm, rząd, skarb, armię i – miłość do Związku Radzieckiego wpisaną do tejże konstytucji. W 1980 roku - wtedy skompletowałem całość pamiętników Mochnackiego i czytałem po raz pierwszy zacytowane powyżej słowa – dopiero czekaliśmy na naszego Mazowieckiego w sejmie i na detronizację ZSRR. Nie czekaliśmy zresztą bezczynnie i na próżno.

    Dla dzisiejszego czytelnika cała historia z symbolicznym pochówkiem dekabrystów w dniu detronizacji cara może wydawać się nie zrozumiała. Kto jednak zna historię Rosji rozumie, że ta druga manifestacja, dokonana poza murami sejmu, dla cara Mikołaja była obraźliwsza od tej pierwszej, która miała miejsce na sali sejmowej. Wiedział o tym świetnie Mochnacki, który był jej współorganizatorem.

    Po roku 1989 rynek antykwaryczny zmienił się. W Polsce pojawiły się wreszcie prawdziwe pieniądze ale i możliwości ich wydawania przybyło.  Na aukcjach antykwarskich pojawiły się  książki przez lata niewidziane, a zainteresowanie książką dawną było i jest mniejsze niż w PRL-u. Tłoku w antykwariatach nie ma. Pomału kupno pierwszego,  paryskiego wydania  Powstania narodu polskiego w r. 1830 i 1831 Mochnackiego z 1834 roku, kiedyś uznawanego w handlu za prawie nieosiągalne, stało się możliwe. W ciągu ostatnich dwudziestu lat wydanie to pojawiło się w katalogach aukcyjnych aż kilka razy. W międzyczasie nabyłem wszystkie pozostałe pierwodruki  Mochnackiego, skompletowałem wydania wrocławskie i poznańskie jego dzieł, głód czytania i potrzebę posiadania tekstu miałem więc zaspokojone, i choć po cichu wciąż marzyłem o posiadaniu pierwszego wydania Powstania, miałem inną hierarchię potrzeb. Edycji paryskiej tego dzieła nie próbowałem kupić, była ona dla mnie za droga. Niespodziewanie w decyzji o zakupie pomogła mi Kwadryga. Jeden ze wspólników – Nimala - czyli Artur Jastrzębski, wystawił je którejś nocy na allegro ze zleceniem kup teraz za bodajże 900 zł. Wystawił piękny egzemplarz, w jednolitej oprawie z epoki! Piszę o tym, bo jestem mu za ten podarunek wdzięczny do dziś.

 photo mochnacki1_zps5144878d.jpg

 photo mochnacki2_zps43b181e9.jpg


    Powstanie narodu polskiego w 1830 i 1831 roku to dzieło nieukończone, obejmujące dwie księgi. Pierwsza opisuje czasy poprzedzające wybuch powstania, druga - noc listopadową i okres dyktatury Chłopickiego. Kończy się ona, po totalnej krytyce politycznych władz powstania wspaniałymi słowami zapowiadającymi treść księgi trzeciej:

Te chyby, drobnostki sejmowego ustawodawstwa piechota polska na chwilę sprostuje. Ta wyborna z niczym niezrównana piechota nawet karłom powstania nada na chwilę proporcje kolosalne.

To mowa o Olszynce Grochowskiej. Księgi tej, opiewającej chwałę prostego żołnierza polskiego Maurycy Mochnacki nie zdąży już napisać. Zmarł 20 grudnia 1834 roku w Auxerre, w wieku 31 lat lat.

    Pamiętniki Mochnackiego zostały wydane wyjątkowo starannie. Wydawca zadbał o dobry papier, wyraźną polską czcionkę oraz o nieczęstą w drukach emigracyjnych, dokładną korektę. Każdy tom poprzedził szczegółowym spisem opisywanych wydarzeń z odnośnikami do odpowiednich stron. Dokonawszy tak wiele, ukrył swoje imię. Czego się obawiał? Chyba nie pochwał za dobrze wykonana pracę. Na karcie tytułowej Powstania narodu polskiego w 1830 i 1831 roku w miejscu gdzie zwykle figuruje nazwisko wydawcy czytamy: W Drukarni P. Baudouin, przy ulicy Mignon nr 2.

 photo mochnacki3_zps5d21fa6b.jpg
   
      Podobno księgę Mochnackiego kupiłem w Kwadrydze  już w parę minut po jej wystawieniu. Zrobiłem to tak szybko, że pan Artur nie zdążył już zmienić ceny w dyspozycji zakupu. Śmiejąc się, tłumaczył mi potem, że wyjątkowo dopisał mi refleks. Nieprawda: książki i ludzie przyciągają się. To było przeznaczenie. Kolekcjonerskie szczęście. Jest ono o wiele ważniejsze od pieniędzy. O szczęściu mawia się, że w życiu mają je głupi. Może to powiedzenie sprawdza się w totka, lecz nie w przypadku dawnych książek. Bo by znać się i mieć szczęście do książek, trzeba je przede wszystkim czytać, i jeszcze raz czytać.  Bez tego w bibliofilstwie daleko się nie pojedzie. Dotyczy to również antykwariuszy.

    Młodzi adepci zawodu Bukowskiego, Igla czy Wildera, również i początkujący kolekcjonerzy, znajdują się dziś w wyjątkowo trudnej sytuacji. Nie mają u kogo ani na czym  nauczyć się swojego fachu. Bo i starych książek jest coraz mniej. Uczą się więc na własnych błędach, oczywiście gdy zorientują się, że je popełnili. W nauce tej mogą być im pomocne rozmowy z doświadczonymi kolekcjonerami: znajomość tego, czego ci ostatni poszukują, jeszcze bardziej odpowiedź na pytanie - czemu i jak długo danej książki szukają? Często może to być jedyna wskazówka, co do rzadkości i wartości  dzieła. Wielu doświadczonych kolekcjonerów nie lubi jednak takich rozmów. Wolą zachować zdobytą przez lata wiedzę dla siebie i czyhać na pojawiające się w antykwariatach okazje. Myślę, że to błąd. W każdym handlu, po obu stronach lady ważne są nie tylko wiedza ale i zaufanie. Ja takich rozmów nie unikam. Niektóre z nich opłaciły mi się zresztą sowicie. Również w  Kwadrydze.

Właściciele Kwadrygi kilkakrotnie podpytywali mnie o przedwojenne wydania Witkacego. Pamiętam, jak bardzo dokuczałem Marcinowi Gałązce, że jeśli nie wie, co to Lakmusowy papierek, to nie powinien uprawiać zawodu. W parę lat później, dzięki takim przekomarzaniom i zdobytemu zaufaniu, któregoś dnia właściciele Kwadrygi z tajemniczymi minami pokazali mi arcyrzadką obwolutę do Nienasycenia. Nie zapłaciłem za nią tanio, ale  kupiłem bez targów. Dzięki  wspólnym  rozmowom o Witkacym pokazano mi ją jako pierwszemu.

 photo strauss_zpse794ff34.jpg

    O swoich przygodach związanych z książkami Witkacego napisałem niestety już gdzie indziej. Nie lubię się powtarzać i zainteresowanych nimi, jak również historią obwoluty Nienasycenia odsyłam do kolejnego numeru Akapitu, który powinien się ukazać jeszcze pod koniec bieżącego roku. Szkic, który napisałem, nosi tytuł Peyotl w doniczce.

c.d.n.

© Antykwariat Kwadryga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci