Menu

Antykwariat Kwadryga

Blog o antykwariacie i wszystkim, co jest z nim związane.

Jan Straus o Kwadrydze cz.5

margala
Ostatnia część gawędy pana Jana Strausa o książkach, które za pośrednictwem Antykwariatu Kwadryga, znalazły się w jego bibliotece.


Wydanie bogato ilustrowanej książki zawsze wymagało dużego nakładu pracy a więc i pieniędzy. Stosunkowo najłatwiej środki finansowe było odzyskać wydając utwory dla najmłodszych. Nie przypadkowo tak wiele firm księgarskich bądź startowało na rynku – Arct – bądź wydawało książki dla dzieci. Często były to wydawnictwa straganowe. Kolorowa książka z zabawnymi wierszykami zawsze bowiem znajdowała sporą ilość nabywców. Ilustrowanie książek dla dzieci wbrew pozorom nie jest jednak sztuką prostą: nie jest łatwo przemówić do wyobraźni dziecka. W okresie międzywojennym w tej trudnej sztuce wyspecjalizowało się kilku artystów: jednym z nich w latach dwudziestych był Mikołaj Wisznicki.
    Urodzony w 1870 roku w Hołowkówce na Ukrainie, rotmistrz 1 pułku ułanów krechowieckich, Mikołaj Wisznicki choć z wykształcenia był przyrodnikiem prawie całe życie poświęcił sztuce: przede wszystkim malarstwu, dziedzinie, w której praktycznie był samoukiem. Do dziś cenione są, kiedyś tak bardzo chwalone przez Wojciecha Kossaka, jego płótna batalistyczne. Długo powiązany z wojskiem, Mikołaj Wisznicki w 1918 roku uczestniczył w projektowaniu umundurowania odradzającego się Wojska Polskiego. Potem brał działał przy organizacji Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. W swoich zbiorach posiada ono kilka jego obrazów. Wybitny krajoznawca, członek honorowy PTK, Wisznicki był również autorem projektu odznaki tej organizacji. Książek dla dzieci zaprojektował kilka, w tym dwie do tekstu Juliana Ejsmonda: Przygody wiewióreczki i W zbożu. Opowieść o polnych szczurkach z którym, obaj byli znakomitymi znawcami zwierząt i namiętnymi myśliwymi, stworzył znakomity tandem. Po wojnie, już pułkownik, Mikołaj Wisznicki do Polski nie wrócił. Zmarł w 1954 roku w Londynie.
    Lata dwudzieste w zdobnictwie polskiej książki, również tej dziecięcej to początek panowania stylu art deco.  Książki dziecięce nagle się do siebie upodobniły, ilustracje nabrały zgeometryzowanych, zaostrzonych, jak w twórczości Stryjeńskiej kształtów. Na ich tle W zbożu uderza swoim naturalizmem: brakiem maniery, świeżością koloru i spojrzenia.  By to zauważyć wystarczy położyć je obok książek Bartłomiejczyka, Bobińskiego czy Gawińskiego.

 photo wzborzu1_zps30d0146b.jpg

Już sama okładka bajki Ejsmonda uderza swoją odrębnością: w powodzi kolorów, jak w złotym zbożu, przemykają na niej czarne sylwety szczurków. Na razie jeszcze anonimowe, na ilustracjach ulegają personifikacji. Pojawiają się: troskliwa mamusia w zabawnym kapelusiku na czubku głowy, odziany w angielskie tweedy dżentelmen tatuś i rozbrykane szczurzęta. Do najdramatyczniejszych i zarazem najwspanialej rysowanych należy, godna pióra Conan Doyle'a i osobnego komiksu, dynamiczna scena walki taty szczura z bandytą kotem. Jestem ogromnym wielbicielem talentu Franciszki Themerson, ale rysunki Wisznickiego do W zbożu, są poza wszelką konkurencją.
      W zbożu należy do najpiękniejszych i najrzadszych polskich książek dziecięcych lat dwudziestych. Czekałem na opowieść o rodzinie polnych szczurków prawie trzydzieści lat. I choć trzymanie „gryzoni” w bibliotece może być niebezpieczne, warto było zaryzykować stratę tygodnia czasu, bo tyle zajęło mi pisanie niniejszego szkicu, by w końcu tę książkę zdobyć. Bo jak się Państwo domyślacie to ona, obok sympatii dla Kwadrygi, była głównym powodem powstania  tej opowieści. A szczurki? Nie narozrabiały przez pół roku w Kwadrydze, to może i na moich półkach przez jakiś czas będą zachowywać się spokojnie. Ciekawe tylko, czy Tuwim, który zbierał wszystko o szczurach, myszach i pająkach W zbożu posiadał. Nie jest to takie pewne: nie była to bowiem książka jego dzieciństwa i mogła być za współczesna, by go, jako kolekcjonera, sobą zainteresować. Ukazała się ona w parę lat po debiucie Tuwima. Została wydana nakładem Księgarni Perzyńskiego i i Niklewicza w Warszawie. Pewnego kłopotu nastręcza data jej wydania. W książce figurują dwie: 1925 rok – data na okładce, i rok 1924 – data na odwrocie karty tytułowej. Najprawdopodobniej  więc książka ukazała się już w grudniu 1924 roku i została specjalnie antydatowana. W ten sposób jeszcze przez cały 1925 rok mogła być reklamowana w księgarniach  jako nowość wydawnicza.

 photo wzbozu2_zpscbf600a0.jpg

 photo wzbozu3_zps654bba54.jpg

    W zbożu Juliana Ejsmonda z ilustracjami Mikołaja Wisznickiego, nigdy nie było wznowione. Poszło w zapomnienie, bo jak większość polskich książek dziecięcych zostało dosłownie zaczytane. Dziecięce łapki są cudownymi niszczycielami książek. Myślę, że najlepsze i najpiękniejsze z nich powinniśmy przywrócić społecznej pamięci, i wydać je w formie reprintu. W zbożu w pełni na to zasługuje. Od dziś dysponuję pięknym egzemplarzem. Oczekuję na propozycje.

Jan Straus

© Antykwariat Kwadryga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci