Blog o antykwariacie i wszystkim, co jest z nim związane.







Antykwariaty internetowe
RSS
czwartek, 12 stycznia 2012


Kwadryga.blox.pl został zgłoszony do konkursu Blog Roku 2011 w kategorii Kultura. Każdy może wesprzeć nas wysyłając SMSy o treści E00187 na numer 7122. Za każdy głos dziękujemy!
poniedziałek, 09 stycznia 2012



"Kochał przepych ksiąg starych. Plusze i weliny
Gładził, niby kobiece miękkich włosów sploty,
Jak blade ciała kobiet, spragnionych pieszczoty,
Pieścił dłonią bezcenne, jasne pergaminy,

Maroken purpurowy, jak młodej dziewczyny
Usta, mącił mu zmysły po przez szkła gabloty,
We florencki na skórze deseń z lilij złotej
Patrzał tkliwie, jak w oczy kobiety jedynej.....

Lubił chwile, gdy w mroku klamry srebrem świecą,
I w rdzawym bronzie tlą się, jak uśmiech, opale...
O ksiąg dusze wieczyste nie troszczył się wcale!

Tylko czasem, objęty ksiąg swych tajemnicą,
Zwolna karty przewracał, głuchy na ksiąg mowę,
Słuchając, jak weliny szeleszczą wiekowe....."

---
źródło: Zuzanna Rabska "Magja książek", Lwów - Warszawa - Kraków [1925], Zakład Narodowy im. Ossolińskich
czwartek, 08 grudnia 2011


Fragment rozdziału "Bukiniści" z książki "Stare książki - stare wina" Mieczysława Opałka (wyd. Kraków 1928, nakładem Towarzystwa Miłośników Książki):

"Cała galerja arcyciekawych typów i oryginałów swoistego autoramentu utonęła już w morzu przeszłości i zapomnienia, a między niemi niepozbawiona fizjognomji, dla obyczajowości epoki nieobojętna, postać pokątnego albo wprost ulicznego antykwarza. Temu też ruchliwemu bukiniście poświęcamy wspomnienie niniejsze, bo gdy na policach szaf bibljotecznych znalazła ocalenie i dobrze zasłużony przytułek niejedna księga bezcenna, to cząstka zasługi w akcji ratowniczej zabytków piśmiennictwa i sztuki drukarskiej, przypaść też musi bukiniście w wyszarzałym chałacie i czapie bramowanej wytartą lisiurą.

Znamy ich kilku.

W trzech pokoikach na pierwszem piętrze narożnego domu u zbiegu ulic Marjensztad i Źródłowej w Warszawie, mieściła się do roku 1830 antykwarnia Gecla Salzsteina.

Czego tam nie było! Rarytasy poszukiwane i smakołyki nielada dla bibljomanów-koneserów zalegały półki, piętrząc się też stosami, w braku miejsca, na podłodze. Przylatywały do Salzsteina na Powiśle te »białe kruki« z bibljotek klasztornych, z plebańskich izb, z podstrysza dworków szlacheckich, gdzie niedocenione porzucano często niedbale. Gecel troskliwie otrzepywał księgi z kurzu połą własnego chałata, obierał z pajęczyn, szarozielone naloty pleśni usuwał, suszył i wietrzył w otwartych okienkach druki szacowne, co trąciły lamusem i myszką. Dobrotliwe słońce wypijało z książek wszystką wilgoć, jaka przez dziurawy dach sędziwego dworku wciskała się do mansardu, szerząc stęchliznę i pleśń, zaczem powiew wiatru kradł księdze jej zapachy niemiłe i kędyś ze sobą unosił. Osuszonym i oczyszczonym księgom wyznaczał potem antykwarz mniej lub więcej honorowe miejsce na półkach i czekał na amatorów. Długo zaś czekać nie potrzebował, bo niekiedy zwłaszcza w niedziele, ciasno naprawdę bywało w trzech pokoikach Gecla. Przychodził tu stale Kazimierz Brodziński, ceniony i znany już autor „Wiesława", a przytem panisko dziwnie łagodny i uprzejmy. Przychodził z dobrotliwym zawsze uśmiechem na twarzy bajkopisarz Jachowicz, a stale rzec można przesiadywał u Gecla Bentkowski Feliks, który też znalazł wśród książek i rupieci antykwarza niemało materjału do swej »Wiadomości o najdawniejszych książkach drukowanych w Polsce«."

c.d.n.
środa, 26 października 2011










Od 26 października do 17 listopada 2011 w Galerii Ekslibrisu (Warszawa, Grójecka 109) można oglądać wystawę "Ślady Kresów", na której zebrano najciekawsze książki - regionalia kresowe ze zbiorów Jana Strausa.

W katalogu czytamy m.in.: "Współczesne przewodniki po Kresach opisują krainy, które wbrew pozorom bardzo różnią się od opisywanych sto lat wcześniej. Kamienie we Lwowie i w Wilnie pozostały co prawda te same, ale historia nadała im inny sens. W Polsce zjawisko to znamy jeszcze z carskich czasów. W dawnych, rosyjskich przewodnikach po Warszawie zabytkiem szczególnie polecanym do zwiedzania była - cytadela aleksandryjska.

Powodowany ciekawością, jak naprawdę wyglądała dawna Rzeczypospolita, postanowiłem zebrać najważniejsze książki jej dotyczące. Miejsce szczególne w tym zbiorze zajmują kresowiana. Część zgromadzonej kolekcji prezentuję na niniejszej wystawie.

Zgromadzony przeze mnie zbiór nie jest liczny. Postanowiłem bowiem zbierać tylko książki najciekawsze, o wyjątkowym dla kresów znaczeniu. Układając moją własną, prywatną bibliografię Kresów szperałem w przewodnikach, pamiętnikach i dziełach natury etnograficznej. To bibliografia dla kolekcjonera, a więc zawiera tylko książki wydane przed 1939 rokiem."

Wystawie towarzyszy katalog, w którym pan Jan Straus przedstawia - powstałą "na marginesie jego kolekcjonerskich poszukiwań" - bibliografię cząstkową polskich regionaliów kresowych wydanych w latach 1800-1939. Liczy ona około 800 pozycji.

Polecamy.

niedziela, 31 lipca 2011
(...)   
- Koniec się zbliża - powiedziałem - spotkajmy go razem, jako małżeństwo.
    Ślub odbył się 7 września, późnym popołudniem w kaplicy Przytulisko na Wilczej 9, o kilka kroków od Ericssona. Kwatera kapelanów AK mieściła się na Skorupki. Księżom wypełniały czas pogrzeby i przygotowywanie umierających na śmierć. Ale trafiały się także i śluby. Młody ksiądz był sceptyczny, miał nieufny stosunek do improwizowanych w czasie Powstania małżeństw. Poskutkowało, kiedy powiedziałem, że wróciłem z Londynu i pokazałem wąziutkie pasemko papieru, które "Greta" na wyjezdnym do Anglii zaszyła w kapeluszu.
    Było tam napisane, że "będzie na mnie czekała".
    Dwie obrączki miedziane zdobyła "Greta" za puszkę konserw z lotniczego zrzutu. Gdzieś na podwórzu domu na Wilczej na balkonie trzeciego piętra, spostrzegłem kwitnące petunie. Mieszkanie było zamknięte, lokator siedział z innymi w piwnicy. Spojrzał na mnie jak na wariata, kiedy go poprosiłem o te petunie. Wzruszył ramionami, ale dał klucze i pozwolił je zerwać. "Greta" miała więc bukiet kwiatów.
    Wieść o tym, że "skoczek" żeni się z łączniczką rozeszła się piorunem. Kaplica była pełna. Niemcy siedzieli o 300 metrów dalej w Alej ach Ujazdowskich. Szliśmy do ołtarza po podłodze zasłanej potłuczonym szkłem, które łamało się z trzaskiem pod nogami. W oknach kaplicy nie pozostał ani jeden witraż. Ksiądz śpieszył się na pogrzeb i ceremonia nie trwała dłużej niż siedem minut. Delegacja "Chwatów" w osobach dwóch młodziutkich żołnierzy wręczyła "Grecie" wiązankę gladiolusów zerwanych w ogrodach Zakładu Głuchoniemych i Ociemniałych. Na ślubie zjawił się także John Ward, który dał nam w prezencie piękny obrazek Madonny. Prosto z kaplicy poszliśmy na mogiłę "Juli" i tam "Greta" złożyła otrzymane kwiaty.
    Na kwaterze u Ericssona "Wasyl" zgotował małe przyjęcie. Jego młoda żona była córką Pakulskich, właścicieli wielkiego sklepu kolonialnego na rogu Marszałkowskiej i Koszykowej. "Wasyl" zaprodukował z tryumfem butelkę wina ocalałą z piwnicy sklepu Pakulskich, ktoś inny przyniósł jeszcze jedną puszkę angielskich konserw i dwie sardynek. W trzydziestym siódmym dniu Powstania była to nielada uczta weselna. Tego wieczoru mieliśmy ostatni raz mięso w ustach, jeśli nie liczyć dwóch gołębi, zabitych w kilka dni później przez podmuch bomby, która zburzyła narożnik Wilczej i Mokotowskiej. (...)

[Jan Nowak Jeziorański "Kurier z Warszawy"]
środa, 30 marca 2011
Prezentujemy zdjęcia zrobione przez Stanisława Dąbrowskiego latem 1945 roku na warszawskim Śródmieściu.

Ulica Poznańska na odcinku między Hożą a Wilczą:
Odbudowana tylko do parteru Poznańska 17. Widoczny sklep Wedla i artykuły piśmiennicze "Manilla". Dalej dom pod numerem 15 - kamienica Glassów, przed wojną ambasada ZSRR.


Widok na zachodnią, nieparzystą stronę ulicy Poznańskiej z rogu Wilczej.


Ten sam widok.


Nieistniejąca dziś kamienica na rogu Poznańskiej i Wilczej (nr 50), widok od Poznańskiej.



Ta sama kamienica.


Widok na ulicę Wilczą ze skrzyżowania z Poznańską. Widoczne ruiny kamienicy pod numerem 52 oraz kamienice 54 i 56.


Zdjęcia pochodzą z kolekcji pana Rafała Szumowskiego, któremu dziękujemy za możliwość ich zaprezentowania.


czwartek, 24 marca 2011


Ciąg dalszy artykułu "O NIEKTÓRYCH PRZESTĘPSTWACH W HANDLU KWIATAMI W WARSZAWIE", którego część pierwszą można przeczytać pod linkiem:
http://kwadryga.blox.pl/2011/03/Na-tropie-kwiaciarnianych-przestepcow-cz-1.html

"Postanowiono więc zorganizować kontrolę w kwiaciarniach. Zadaniem kontroli było ustalenie rzeczywistych obrotów dziennych sklepów, w celu porównania ich z obrotami wykazywanymi. Kontrolą objęto cztery sklepy, angażując do niej pracowników PIH, wywiadowców z KDMO i pracowników operacyjnych. Kontrolujący mieli prowadzić obserwacje przed wskazanymi sklepami i rozpytywać wszystkie osoby wychodzące z;e sklepów, które kupiły kwiaty, oraz spisywać nazwę i wartość zakupionych kwiatów.

Zgodnie z założeniami obserwacja prowadzona przed sklepami miała trwać aż do ich zamknięcia. Jednakże już koło południa zaszła konieczność zaniechania dalszych obserwacji ze względu na nieuchronność ich zdekonspirowania. Zdarzały się mianowicie wypadki, że nabywcy kwiatów wracali do sklepu i informowali personel o kontroli. Ponadto spora cześć osób, które zakupiły kwiaty, odmawiała żądanych informacji.

W tej sytuacji prowadzący obserwacje zdecydowali się na przeprowadzenie jawnej kontroli tych sklepów. W wyniku kontroli ujawniono nieprzestrzeganie przepisów o ewidencji towaru, nie zaksięgowane i podarte rachunki dostawców, nadwyżki w kasie itp. W dwóch wypadkach wszczęto dochodzenie przez terytorialnie właściwą KDMO oraz spowodowano wyciągnięcie wniosków służbowych w stosunku do sprzedawców winnych niedociągnięć służbowych.

Ogólnie należy stwierdzić, że przedsięwzięcia te nie dały oczekiwanych rezultatów. Szczególnie zawiódł plan obserwacji przed sklepami, który przy pomyślnym jaj przebiegu przyniósłby wiele cennych materiałów obciążających. Niemniej jednak w oparciu o dotychczas zebrane materiały można było wytypować pewien krąg osób i sklepów, w których dokonywane są przestępstwa. Ponadto uzyskane dane pozwoliły bliżej poznać sposób i technikę dokonywania przestępstw.

Na podstawie posiadanych materiałów wytypowano 11 sklepów w celu przeprowadzenia w nich szczegółowej kontroli. Kontrolę wyznaczono na dzień 4. XII. 58 r. (imieniny Barbary), kierując się tym, że w dniu tak popularnych imienin personel sklepów będzie usiłował wprowadzić do sprzedaży jak najwięcej towaru własnego. Sposób przeprowadzenia kontroli omówiono szczegółowo z PIH i uzgodniono z. prokuratorem.

W kontroli wzięło udział 11 inspektorów PIH oraz 22 funkcjonariuszy MO. Pracowników tych zapoznano z zadaniami i sposobem kontroli na osobnej odprawie. Każda ekipa składała się z trzech osób.

Kontrolę w sklepach rozpoczęto o godz. 11,30. Ekipa kontrolna po wkroczeniu do sklepu zabezpieczała przede wszystkim dokumentację oraz sprawdzała stan kasy. Jeden z kontrolujących asystował przy kasie do chwili zamknięcia sklepu, pilnując, aby wpływy z utargów, nie były wycofywane przez personel. Po zabezpieczeniu zaplecza sklepu - co miało na celu niedopuszczenie do upłynnienia własnego towaru - pozostali kontrolujący dokonywali rewizji osobistych personelu. Rewizje takie zostały uzgodnione z prokuratorem i miały na celu znalezienie większych sum pieniężnych posiadanych przez personel sklepu, zabezpieczenie różnych dokumentów, kwitów i zapisków, które mogłyby świadczyć o nielegalnych transakcjach. W wypadkach stwierdzenia jaskrawych i bezsprzecznych faktów przestępstw, osoby podejrzane miały być doprowadzane do właściwej KDMO.

Ekipa kontrolna pozostawała w sklepie do jego zamknięcia, nie przerywając normalnego toku handlu. Po zamknięciu sklepu obliczano szczegółowo stan kasy, zaznaczając to w protokole. Następnie pieczętowano sklep, a kopertę z kluczami przekazywano dyrektorowi przedsiębiorstwa.

W dniu następnym po kontroli przeprowadzane były remanenty w sklepach kontrolowanych przez Komisje, z udziałem przedstawicieli zarządu handlu, dyrekcji przedsiębiorstwa, PIH i MO. Całość materiałów z przeprowadzonego remanentu pobierał funkcjonariusz MO.


A oto ciekawsze wyniki kontroli:

W jednym ze sklepów w książce do czytania znaleziono sumę 1700 zł, .na szafie liczne ,' notatki, rozliczenia .itp.

W czasie rewizji osobistej u kier. sklepu znaleziono dwa zamówienia na wieńce, które zostały zrealizowane, lecz nie wpisane do książki kasowej. Personel sklepu posiadał przy sobie większe sumy pieniędzy od 3 do 5 tys. zł. Remanent wykazał superatę w towarze na sumę 5472 złote.

W pokoju kierownika jednego ze sklepów znaleziono 1400 zł. Kierownik sklepu oświadczył, że pieniądze te pochodzą z kasy sklepu, jednakże po sprawdzeniu okazało się, że suma ta nie ma odbicia w paragonach, W torebce damskiej znaleziono rachunki dostawców na sumę 2500 zł. Kierownik wyjaśnił, że towar ten był sprzedawany na rachunek własny rzekomo w celu pokrycia ubytków.

W innym, sklepie ujawniono brak dowodu na 50 szt. goździków po 18 zł oraz na cyklameny i asparagus wartości 700 zł. W czasie rewizji znaleziono luźną notatkę z dostawy 30 szt. cyklamenów i asparagusa wartości 2000 zł. Dowód zakupu kwiatów na sumą 4500 zł nie był zaksięgowany, jakkolwiek część tych kwiatów została już sprzedania.

Kontrola ta znacznie wzbogaciła doświadczenia MO w zwalczaniu przestępstw w sklepach kwiaciarskich. Doświadczenie wykazuje, że sporo uwagi trzeba poświęcać w toku kontroli zachowaniu się personelu sklepów. Zdarzały się wypadki, że usiłowano w różny sposób wycofać gotówkę z kasy oraz zniszczyć niektóre rachunki, wrzucając je do kosza, pieca itp. Nadwyżek towarów usiłowano pozbyć się w ten sposób, że wydawano klientom większe ilości kwiatów aniżeli żądali.

Posiadane materiały wskazywały, że MHD większość towarów kupuje od prywatnych producentów i raczej „stroni” od źródeł uspołecznionych. W 1956 r. od prywatnych producentów kupiono kwiatów i roślin za ponad 9 mln. zł, co stanowiło 61% całości dokonanych zakupów. Zakupy w PGR i innych źródłach uspołecznionych należały do rzadkości. Przedstawiciele przedsiębiorstwa przeważnie znajdowali jakieś wady w kwiatach oferowanych przez PGR i odmawiali kupna.

Nadto uzyskano informacje, że prywatni odbiorcy z terenu Warszawy kupują poważne ilości atrakcyjnych kwiatów w PGR-ach pod Wrocławiem. Wynikał z tego logiczny wniosek, że kwiaty te musieli gdzieś zbywać. Za pośrednictwem KPMO uzyskano wykazy transakcji zawartych przez niektórych dostawców. Najbardziej aktywnymi odbiorcami kwiatów z PGR okazali się podwarszawscy ogrodnicy - Jan S., Edward R. i Franciszek M. Te dane stały się punktem wyjściowym do kontroli przeprowadzonej z. inicjatywy KMMO.

Kontrolę prowadzili inspektorzy PIH. Po przejrzeniu rejestru dostaw okazało się, że te same osoby są stałymi dostawcami kwiatów do MHD i to na wielką skalę. W ciągu pół roku Franciszek M. dostarczył do MHD kwiatów na sumę ponad 200 000 zł. Postanowiono przyjrzeć się nieco bliżej działalności tych dostawców. W wyniku szczegółowej analizy ich działalności produkcyjno-handlowej oraz kontroli dokumentacji w dyrekcji i PGR stwierdzono, że dostawcy ci są po prostu spekulantami, którzy skupują kwiaty w PGR i sprzedają MHD, oczywiście po znacznie wyższych cenach.

Franciszek M. nabywał w PGR azalie w cenie; 25-35 zł za l szt., które dostarczał do MHD w cenie 60—170 zł za sztukę. Ten sam dostawca sprzedał MHD 77 sztuk palm po 270 zł, które kupił w PGR po 80 zł, zarabiając, na tej transakcji około 15 tys. zł. Wizja lokalna w zakładzie produkcyjnym Franciszka M. wykazała, że nie ma on warunków do hodowania, takich kwiatów.

Podobnych przykładów jest więcej. Świadczą one, że wiele kwiatów sprzedawanych przez prywatnych dostawców MHD wyrosło w szklarniach i na polach państwowych gospodarstw rolnych. Rola prywatnych producentów polegała na czasowym przechowywaniu kwiatów. Za te usługi kazali sobie słono płacić. Płaciło państwo i nabywcy kwiatów.

To wszystko w wielu wypadkach działo się w okresie, kiedy PGR-y miały poważne trudności ze zbyciem wyhodowanych kwiatów. Nie do rzadkości należały wypadki odmowy zakupu kwiatów w PGR ze strony przedstawicieli MHD, którzy zazwyczaj tłumaczyli odmowę nieodpowiednią jakością lub wyborem po to, aby te same kwiaty zakupić od prywatnego pośrednika po wyższej cenie.

Pozornie wygląda to na zaprzeczenie podstawowym zasadom zdrowego rozsądku handlowego. Bliższe wyjaśnienie tej sprawy znajdujemy w przestępczych machinacjach dokonywanych przez, nieuczciwych i skorumpowanych pracowników. Rzecz jasna, odpowiedzialni pracownicy przedsiębiorstwa musieli być materialnie zainteresowani w tych przestępstwach. Sprzedaż w sklepach towaru własnego, kombinacje z dostawcami, oszukiwanie nabywców - to wszystko było czynione w celu osiągnięcia wysokich ubocznych dochodów, stąd niezrozumiale wysoka stopa życiowa tych pracowników.

Korzyści materialne uzyskiwane z przestępstw przez niektórych pracowników przedsiębiorstwa przybierały różną formę, nie tylko pieniężną. Niektórzy dostawcy dawali na przykład kierownictwu przedsiębiorstwa i osobom „wpływowym" różne prezenty wartości kilku lub kilkunastu tysięcy złotych (telewizory, futra, dywany itp.).

Jak już wspomniano, jedną z powszechnych form działalności przestępczej był handel towarem własnym.

Tego typu przestępstwa są dość rozpowszechnione w handlu znane organom MO. W handlu kwiatami, przy bezpośrednim kontakcie personelu sklepu z dostawcami, istnieją szczególnie sprzyjające warunki do sprzedaży towaru własnego. Przede wszystkim nie bez, znaczenia jest fakt, że kierownik sklepu posiada z reguły pewną „wyższość” nad dostawcą, wyrażającą się w tym, że może doszukać się jakichś wad w towarze i odmówić jego przyjęcia. Dostawca, który widzi realną groźbę zepsucia się towaru, nierzadko w takiej sytuacji godzi się na pewne ustępstwa, obniżając cenę lub gatunek kwiatów.

Każdy dostawca kwiatów stara się raczej pozyskać „na stałe” kierownika sklepu, aby mieć zapewniony systematyczny zbyt. Z chwilą ,,dogadania się” droga do dokonywania przestępstw jest już prosta. Wtedy to część dostarczanych towarów idzie na rachunek kierownika sklepu, który albo od razu, albo po sprzedaniu przekazuje dostawcy pieniądze, a sobie przywłaszcza marżę. Czasami taki „swój” dostawca dorzuci trochę kwiatów „gratisowo”, które łatwo sprzedać i wycofać za nie gotówkę do własnej kieszeni.

Towar sprzedawany na rachunek własny nie jest uwidoczniony w ewidencji. Nieuczciwy kierownik sklepu ma go zawsze „pod ręką” i w pierwszej kolejności stara się sprzedać. Bodźcem do zawierania takich transakcji z dostawcami jest wysoka marża na kwiaty (do 40%).

Nieuczciwe umowy z dostawcami znajdowały także swój wyraz w różnych kombinacjach rachunkami. W praktyce istniały trzy formy dokumentowania dostaw towaru:

- dostawca wypisywał na rachunku tzw. „górę” (personalia, adres) i podpisywał się, natomiast ilość, cenę i wartość towaru wypisywał kierownik sklepu lub magazynu,

- rachunek w całości był wypisywany przez, pracownika przedsiębiorstwa,

- zamiast rachunku dostawca pozostawiał w sklepie kartkę papieru z wypisaną ilością i asortymentem kwiatów.

Oczywiście takie kombinacje działy się za zgodą zainteresowanych dostawców. Dla pracowników uprawiających ten proceder stwarzało to dodatkowe możliwości uzyskiwania ubocznych dochodów (pomniejszanie ilości towaru, obniżanie gatunku i ceny, sprzedaż na rachunek własny itp.).

Inną formą działania na szkodę państwa są tzw. odpisy towarów zepsutych (ubytki). Odpisy takie dokonywane są co miesiąc przez inwentaryzatorów. Tam, gdzie inwentaryzatora łączą z kierownikiem sklepu przestępcze machinacje, odpisy są przeważnie bardzo wysokie.

W jednym ze sklepów tuż przed Wielkanocą, gdy popyt na kwiaty był duży, inwentaryzator dokonał odpisu rzekomo zepsutych kwiatów na sumę 9550 zł, w tym takich kwiatów jak azalie i cynerarie, które są roślinami wieloletnimi i mogą ulec zniszczeniu chyba tylko wtedy, gdy się ich w ogóle nie pielęgnuje. W następnym miesiącu w tym samym sklepie dokonano odpisu zepsutych kwiatów wartości ok. 5000 zł.

Jeśliby nawet przyjąć te cyfry za prawdziwe, to i tak można mieć poważne wątpliwości co do właściwej (pielęgnacji kwiatów w tym sklepie. W konsekwencji, w każdym wypadku stratę w ostatecznym rachunku ponosi państwo lub nabywca. Warto więc poświęcić więcej uwagi tej dziedzinie handlu."


źródło: "Służba MO", nr-4-5 (13-14), Warszawa, październik 1959.
W czasopiśmie "Służba MO" z października 1959 roku znaleźliśmy interesujący artykuł porucznika Tadeusza Zawadzaka pt. "O niektórych przestępstwach w handlu kwiatami w Warszawie". Ciekawy przyczynek do historii warszawskiego handlu, potwierdzający opinię wygłoszoną niegdyś przez Stefana Kisielewskiego, że socjalizm walczy z problemami, które sam sobie stwarza.
środa, 26 stycznia 2011

Bilet okrętowy z 1938 roku Linii Żeglugowych S.A. na trasę Gdynia-Ameryka. Hasło reklamowe "Pracujesz na lądzie - odpoczywaj na morzu"


Plakietka na bagaż.
czwartek, 30 grudnia 2010
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6